Przyznam, że zaczęłam czytać książkę Simchi Fisher „Przewodnik dla grzeszników. Naturalne planowanie rodziny” wydawnictwa W Drodze z entuzjastycznym nastawieniem… które szybko minęło. Jak to? Nie broni NPR ze wszystkich sił? „Podważa” zbawienny wpływ na relacje małżeńskie? Dzieli się swoją frustracją w tym temacie? I to, co przeżyłam czytając właśnie tę pozycję książkową, to było najlepsze, co mogło mnie spotkać. A wiecie dlaczego? Po pierwsze zrozumiałam – ja – fascynat kobiecej płodności!- że dla niektórych naprawdę nauczenie się zasad i dostosowanie do nich jest trudne. Serio! Uczę od wielu lat metody. Rozmawiam z wieloma małżeństwami. Ciągle jednak trudno mi było pojąć…
-
-
Bardziej lub mniej znajomi ludzie dowiadując się, czym się zajmuję często pytają mnie o radę w swoich prywatnych sprawach. Często sama rozmowa jest pomocą, gdyż przedstawiając mi sytuację sami lepiej ją zaczynają rozumieć i już dostrzegają możliwe rozwiązania. Często podstawową trudnością jest wzajemne zrozumienie małżonków. Można odnieść wrażenie, że mówią dwoma różnymi językami. Szumy komunikacyjne na linii przekaz – odbiór są tak duże, że trudno jest znaleźć wzajemne porozumienie. Nawarstwiły się już różne uprzedzenia, albo mamy przekonanie, że przecież dobrze się znamy i wiemy, co druga osoba miała na myśli… a stan faktyczny jest zupełnie inny i brak właśnie takiej…