Niedzielny powrót z kościoła. Piękna pogoda. Dziecko zasnęło słodko w wózku. A my, choć świeżo przyjęliśmy Jezusa Eucharystycznego, zaczynamy kolejną kłótnię. Jak zwykle powodem jest drobiazg. Nawet nie ważne jaki. Od tego drobiazgu szybko przechodzimy na poważniejsze tematy, dotykamy jakiś naszych bolączek, czy zadawnionych urazów. Wcześniej wydawały się nie tak istotne – teraz nagle urastają do rangi wielkiego problemu. Dlaczego drobiazg potrafi wywołać burzę, o której nie łatwo zapomnieć i czasem długo dochodzimy do siebie? Zastanawiam się nad genezą tego zjawiska. Prawdopodobnie jest ona złożona. Prawdopodobnie różnie bywa w zależności od sytuacji. Ale pewne typowe punkty można zauważyć. Pierwsze co…