Kolejny lockdown nie oszczędził nas na poziomie emocjonalnym. Ciągłe przebywanie tylko w gronie rodziny jest darem, ale wcale nie łatwym do przyjęcia. Wychodzi na jaw zmęczenie, nie spełnione oczekiwania, napięcie. A cała ta kumulacja ostatecznie owocuje coraz trudniejszymi relacjami z dziećmi. Chcąc jednak nie skupiać się na tym co złe, ale szukając inspirujących przykładów trafiłam na książkę o rodzicach św. Tereski z Lisieux. To, co do głebi mnie poruszyło, to fakt, że nie mieli łatwego i radosnego rodzicielstwa. W dodatku było ono bardzo podobne do życia wielu z nas. Dlaczego? Oboje pracowali i to czasem od bladego świtu do późnych godzin nocnych. Choć…
-
-
Niedzielny powrót z kościoła. Piękna pogoda. Dziecko zasnęło słodko w wózku. A my, choć świeżo przyjęliśmy Jezusa Eucharystycznego, zaczynamy kolejną kłótnię. Jak zwykle powodem jest drobiazg. Nawet nie ważne jaki. Od tego drobiazgu szybko przechodzimy na poważniejsze tematy, dotykamy jakiś naszych bolączek, czy zadawnionych urazów. Wcześniej wydawały się nie tak istotne – teraz nagle urastają do rangi wielkiego problemu. Dlaczego drobiazg potrafi wywołać burzę, o której nie łatwo zapomnieć i czasem długo dochodzimy do siebie? Zastanawiam się nad genezą tego zjawiska. Prawdopodobnie jest ona złożona. Prawdopodobnie różnie bywa w zależności od sytuacji. Ale pewne typowe punkty można zauważyć. Pierwsze co…